Sobota. Sobota. Sobota 😀 Mimo monotonnej wolności Kwarantanny, dzięki której każdy dzień to albo mini-piątek, albo mini-sobota, ewentualnie mini-niedziela, zawsze to milej kiedy jest sobota. Do tego 21 marca, PIERWSZY DZIEŃ WIOSNY!!! Trzeba dziś do lasu oznak szukać jak zawsze robiłam z dzieciakami, trzeba też utopić marzannę zimowych złudzeń. Ale o tym za chwilę.
Po porannych ablucjach, krzątaniu, jodze, sprzątaniu, ogarnianiu, praniu, malowaniu, niu niu niu, stwierdziłam że zamiast przejść do kolejnego kuszącego punktu programu pt. generalne sobotnie porządki, ewentualnie śniadanko dla całej rodziny, przejdę do punktu głównego: pisanie.
Wczoraj wieczorem bowiem, po tym jak dziecina wylała świeczkę na mój prowizoryczny dziennik, następnie próbowała wypić olejek cynamonowy, po to by w finale wleźć po moim laptopie na parapet, poddałam się. Zasiadlim do rodzinnej kolacji, potem zatopiliśmy się z C. w „Ljubow i Gołubi”, klasycznej radzieckiej komedii. Uwielbiam radzieckie komedie za totalny surrealizm który uważa się za rzeczywistosć. Anyhow, antropologicznie i wizualnie wspaniała immersja w syberyjskim radzieckim folklorze, sjużet natomiast koszmarny!
A wszystko podlane radzieckim humorem oraz niestety, patodydaktyką rodzinną. Oto i Wasia, znudzony byciem kapciem paniusi z pieskiem, wraca na łono syberyjskiej przyrody i za pomocą chujowych min i piwa stara się odzyskać żonę. Oczywiście to się w pełni udaje, bo radziecka/ wschodnia/ w ogóle kobieta, powinna być mądrzejsza, silniejsza, i parazyta zawsze przyjąć.
Z jednej strony rozumiem. Z drugiej strony, taki sjużet to strzał w stopę, bo de facto to stawia mężczyzn w pozycji istot specjalnej troski, słabych i prawie bezwolnych. Rolą rodziny i kobiety jest opieka i tworzenie takiemu przytulnego gniazdka, w którym może głupieć dalej. Chyba dlatego taki tytuł. Mężczyźni jako gołębie. Może reżyser był większym feministą niż by się wydawało.
I zapisków wczoraj – ważne:
Dokąd teraz? Jak w tym libańskim filmie :
To pytanie często mi się kołacze po łbie ostatnio. Dokąd teraz? Dokąd teraz, dokąd teraz i jak? Stara moja zawodowa rzeczywistość dezaktualizuje się z każdą minutą. W domu pracować nie da się zbyt produktywnie, do pracy nie ma jak pójść. Widemko artykułu przelatuje każdego dnia domowych zadań w ramach kwarantanny, czas się kończy. I coraz mniej sensu w tym widzę, szczególnie w momencie gdy trzeba napisać coś wartościowego na gwizdek.
To jeden kąt spojrzenia. A oto dziewczyno moja drugi. To jest darowany ci, cudowny czas. Czas gdzie możesz pracować z domu, gdzie masz totalną wolność co do tego co i kiedy zrobisz, gdzie ty ustalasz kierunek, sens, cel i priorytety. Gdzie ty jesteś i eleganckim architeketem i nawalonym budowlańcem. I nikt ci niczego nie może narzucić.
Z resztą, nigdy nie mógł, tylko ja o tym nie miałam pojęcia.
Wiec spokojnie. Follow your inner voice, trust and let the light guide you. And all will be well. Trust. Trust. Trust, and take the hand that is reaching.
Dzień po dniu, dzień za dniem .O bladi, oblada, life goes on, on…. 😊