Uwielbiam Astrid. Za „Dzieci z Bullerbyn” i Britt Mari. Za odwagę, wyrozumiałość i niesamowitą miłość którą obdarzała świat. Za stanie po stronie tego co rzeczywiście Ważne, dobroć i skomplikowany życiorys. Za to jak potrafiła błędy swoje życiowe przekuć w złoto i pozytywną energię dla świata.
Jak we „Frywolitkach 2” pisała moja ukochana Musierowicz: „Wzrusza mnie jej miłość dla życia, dla wszystkich jego prostych uroków i zwyczajnych radości, które dla niej oznaczają: kwitnące wiśnie, zielone ścieżki zasypane białymi płatkami, pachnące dzikie róże, miłe leśnie doliny, rzeki, poziomki, świeży chleb – i które chciałoby się odnaleźć po śmierci, po drugiej stronie gwiazd, w Nangijali, która nie jest rajem, nie jest też czyśćcem, tylko – inną rzeczywistością poza czasem”.
I jeszcze: „Doprawdy, kiedy człowiek zda sobie sprawę z tego, ile milionów dzieci Astrid Lindgren wychowała, pocieszyła, podniosła na duchu, skierowała na właściwą drogę, ilu dała oparcie, wiarę w dobro, ile z nich utwierdziła w pragnieniu wolności i prawdy – trudno mu oprzeć się myśli, że ta pisarka jest postacią opatrznościową”.

I apiat – można! Mimo fakaupów, błędów i trudności, a tych u Astrid było niemało, a o których dowiedziałam się z jej biografii którą czytałam jako nastolatko (jako że spieszyliśmy się na wino do parku, dojechałam do momentu gdzie głodna wałęsała się po ulicach Sztokholmu tęskniąc za synem który był na wychowaniu w Kopenhadze). Z fantastycznego, na wskroś skandynawskiego filmu „Unga Astrid” (gdzie myślałam że mam jakąś dupną wersję gdzie połowa dialogów chyba po prostu nie została podłożona, a to tylko skandynawski sposób komunikacji, jakieś 70% to wymowne milczenie). Z własnego niedzielnego researchu co do tego jak żyła ta wspaniała kobieta i aktywistka – a znaleźć całą prawdę wcale niełatwo, jak i niełatwo przyznać że guru literatury dziecięcej była nie świętą ikoną z rumieńczykami, a człowiekiem. O czym świadczy na przykład:
- Łamanie konwenansów lat 20 strojem, fryzurą i zachowaniem (do tego w Smalandii – konserwa mocniejsza niż Surströmming).
- Zajście w ciążę w wieku lat 18 z o 32 lata starszym, żonatym szefem i utrzymywanie z nim relacji przez następne kilka lat.
- Konieczność oddania syna na wychowanie obcej kobiecie na kilka lat i deperacka walka o byt i przetrwanie.
- Małżeństwo z mężczyzną odbitym innej kobiecie, które okazało się dramatem, bo małżonek szanowny był alkoholikiem z tendencjami do zdrady.
- Problemy syna z życiem jako takim po części wywołane traumą rozłączenia z dzieciństwa i jego przedwczesna śmierć w 1986.
- Skłonności do depresji, i wszystko co wiąże się z darem i przekleństwem ultrawrażliwości, bez której o żadnej twórczości nie ma mowy.
Ale to tam pikuś. Najważniejsza rezyliencja, siła i odwaga które od niej biły. Najważniejsze, że nigdy, ale to przenigdy Astrid nie pozwoliła okraść się z radości, dobroci, twórczości, nie dała się żadnym okolicznościom zwieść ze swojej Drogi światła i prawdy.
Co wam i sobie polecam ❤