Leśniczyną być…

Uwielbiam nasz las z rodzinnym, magicznym miejscem mocy. Tam były urodziny Helenki, tam chodziłam sama albo z dziewczynami w niedzielę żeby się doładować, pomedytować, pobyć w tym cudownym miejscu, tam teraz godzinami łazimy z C., znajomymi i rodzinką w różnym składzie, zachwyceni jak dzieci. Las jak las, ale jakaś taka wspaniała energia w nim panuje.

I kiedy sobie człowiek uświadomi że ten banalny las to wspaniały, żywy system, taki organizm w sumie …. Jak to ładnie ujęli w “Sekretnym życiu drzew”:

W lesie dzieją się zdumiewające rzeczy. Są tam drzewa, które porozumiewają się ze sobą, drzewa, które z oddaniem troszczą się o swe potomstwo oraz pielęgnują starych i chorych sąsiadów, drzewa, które doświadczają wrażeń, mają uczucia i pamięć. Niewiarygodne? Ale prawdziwe! Leśniczy Peter Wohlleben snuje fascynujące historie o zdumiewających zdolnościach drzew. Przytacza wyniki najnowszych badań naukowych i dzieli się swoimi obserwacjami z codziennej pracy w lesie. Otwiera przed nami sekretny świat, jakiego nie znamy.

Peter Wohlleben – leśnik z ponad dwudziestoletnim stażem w Zarządzie Lasów Państwowych w Niemczech. Zrezygnował z posady urzędniczej, aby swoją wizję ochrony przyrody wcielać w życie. Obecnie opiekuje się lasami w Reńskich Górach Łupkowych. Tam z powodzeniem praktykuje leśnictwo oparte na ekologicznych i ekonomicznych podstawach. Jest częstym gościem w programach telewizyjnych. Swoją wiedzą chętnie dzieli się w licznych publikacjach i podczas seminariów. (Przeczytać!)

Eeech. Ja też chcę zostać leśnikiem… Leśniczyną! Ewentualnie żoną leśnika, bo mniejsze ryzyko boerliozy. Zbudować i zamieszkać z Sergiem i dziećmi w samowystarczalnej i ekologicznej chacie wędrowca gdzieś w Bieszczadach, Karpatach, Beskidach, jeszcze obleci jakieś pojezierze. Hodować konie do jeżdżenia i pogawędek, kozy do ozdoby, owce do tulenia i kury szczęśliwe dla jaj. Ogródek mieć warzywny i panele solarne. Kochać, spacerować, oddychać, szyć, malować, pisać, majsterkować, jeździć konno, zadziwiać się przyrodą, łazić w gumiakach bez makijażu i szukać wiatru w polu i dziatwy która poleciała się bawić zaraz po śniadanku i tyle ją widzieli. Żyć pełną gębą w zgodzie z naturą. Jeść letnie kolacje pod gołym niebem, biesiadować z rodziną i przyjaciółmi, tulić się do siebie przy ognisku.

Ej, to nie jest szczerze mówiąc żaden luksus…. Przecież my możemy zacząć niebawem. Tylko znaleźć ziemię gdzieś wystarczy!  A resztę się po literaturze fachowej i blogach doczyta, Zielonego Zagonka mego uwielbianego zintensyfikuje eksploracje i hajda. A w razie czego, to i komercyjnie pomogą specjaliści od przesadzania lemingów na wieś, jak na przykład taka o kompania.

I już to czuję. Już dziś. Właśnie teraz, tu siedząc w moim lekko zagrzybionym gabineciku akademickim. Ptaki śpiewają za oknem bo im się popierdoliło miejsce pobytu przez to globalne ocieplenie, szumią drzewa, słońce sobie jest, jak było zawsze i jak przez najbliższe parę tysięcy lat będzie. Ja to mam w sobie od zawsze, i nagle mnie tak kurwa pięknie poraziło że ja to już czuję. Ten spokój, połączenie z naturą, harmonię, ciszę, błogość. To że znalazłam nareszcie Swój Dom, Swoje Miejsce. Sens i wielką, cichą, spokojną radość. Że to dopiero początek.

Tak.

Teraz trzeba tylko spokojnie iść za znakami.

Dodaj komentarz