Czerwiec pięknie się rozkręca, lato nadchodzi wielkimi krokami i jak co roku robię tęgą bucket list na lato, i jak co roku kino pod chmurką przechodzi na rok następny. Razem z kilkunastoma innymi atrakcjami, zadaniami, planami, filmami, destynacjami, potrawami i rozkoszami sezonu. Cudnie że tyle jeszcze do zrobienia. Ale trzeba brać się do realizacji, wolę być szczęśliwa we wspaniałym Teraz. Bo jakkolwiek banalne, ale i prawdziwe – jutra może nie być. Albo będzie zupełnie inne niż w najśmielszych pokręconych scenariuszach jak czasem bywa, szczególnie w życiu.
I chodzi tak za mną ostatnio potrzeba celebrowania każdego momentu, pełnego, świadomego przeżywania życia, wchłaniania w siebie piękna, światła, przyjemności, zawartych w każdym momencie. Nawet tym najbanalniejszym, najbardziej prozaicznym, nudnym, najbardziej wkurzającym. Życie składa się z miliona drobiazgów i paru wielkich, pamiętnych momentów. Pocałunki, narodziny dzieci, leniwe popołudnia na łące z widokiem na lwowszczyznę po horyzont, pierwsze truskawki i czereśnie w czerwcu, pierwsze słowo córki, filmowe wieczory z rodzinką, szukanie ziemi pod nasz Dom i poranna kawa. To wszystko co uznajemy za oczywistość i banał, a co jest Sztuką i Misterium w najczystszym wydaniu.
Wielu jednak rozumie mistykę codzienności. Mistrzowie Chwili są również mistrzami Życia. Wharton na przykład niesamowicie to potrafił, chwytać niteczki magii i tajemnicy zawarte w zwyczajności. Sveta Aleksijevich też, niezrównana kronikarka ludzkiej duszy, nadająca dziejowe znaczenie kwiatkom w puszce po konserwie jakie ratowały od szaleństwa dziewczyny na froncie II WŚ. Hemingway u którego nawet opisy słabego samopoczucia po tęgim chlaniu w „Pożegnaniu z bronią” czyta się z zacięciem godnym epickich scen batalistycznych. Tom Hodkinson, który sławi wolność, lenistwo, rozkoszowanie się każdym momentem i dystans do życia. Bohater mojego porannego makijażu Eckie, który w łagodnych i wyrozumiałych wypowiedziach na youtube, daje do opornej łapki klucz do Wszystkiego: Obecność. Irena Gumowska która w siermiężnych czasach PRL znała się na wszystkim od tego jak i dlaczego zawieźć pierogi do Paryża po młóckę kombajnem. Agnieszka Maciąg którą uwielbiam za ciepło, mądrość i światło którym się tak hojnie dzieli. Ewa z Zielonego Zagonka, która pomaga żyć w zgodzie z naturą i rytmem pór roku. Nawet Lucy Maud Montgomery, która dzięki mojej ukochanej Ani Shirley, uczy zachwycać się światem i naprawdę Widzieć. Musierowicz i jej kronika szczęśliwego życia rodzinnego po naszemu z Jeżycjady. Astrid Lindgren, Jonna Jinton, Pioneer Woman…. To tylko kilku, i wspaniale że w świecie jest tylu inspirujących ludzi, którzy starają się dotknąć Tajemnicy.

No i moja guru, Sarah Ban Breathnach, która z życia codziennego i zwyczajnych przyjemności uczyniła misterium duszy.
„Twoje wewnętrzne bogactwo” stało się dla niej podróżą, pozwoliło odnaleźć świętość w zwyczajnym, mistycyzm w codzienności i całkowicie zanurzyć w sakramencie chwili obecnej. Dokonałam niespodziewanego, lek jakże ekscytującego odkrycia, że wszystko w moim życiu ma głębokie znaczenie, i może stać niewyczerpanym źródłem refleksji i objawienia w poszukiwaniu Jedności z Siłami Wyższymi: źle uczesane włosy, zmiany nastroju, odwożenie dzieci do szkoły, naglące terminy, przekroczone konto bankowe, brudna podłoga, zakupy, zmęczenie niespodziewani goście…. Pisząc tę książkę uświadomiłam sobie, iż przyczyną mojego niezadowolenia, zawodów, zazdrości, urazów i złości było to, iż nie żyłam swoim prawdziwym życiem dla którego zostałam stworzona. Nie znałam swoich prawdziwych potrzeb. Teraz próbuję żyć prawdziwie.
Próbuję i ja. Przez wdzięczność, współczucie, samoobserwację, jogę, empatię, medytację kiedy mi się przypomni, kontemplację, sięganie w głąb, wino, malowanie, pisanie, bycie obecną, próbuję wszystkiego. Dla niedowiarków jest oczywiście naukowa podbudowa, rzetelne badania które udowadniają rozliczne korzyści mindfulness i medytacji (np. Harvard: https://news.harvard.edu/gazette/story/2018/04/harvard-researchers-study-how-mindfulness-may-change-the-brain-in-depressed-patients/) i które udowadniają to co w głębi duszy rozumie każda istota żywa. No weźmy chociażby ten świetny kawałek z Big Thinka na temat fal gamma u medytujących regularnie:
Można by zapytać po co te bucket listy, kolaże, intencje, afirmacje, abolucje skoro można po prostu żyć, jeść, pracować, wkurzać się na upał i korki, kochać. Cóż, można, ale zazwyczaj w ten sposób nie bierze się w pełni udziału w misterium życia. Przez eksplorację codzienności, wydobywa się z niej więcej Światła, całym sobą wchłania cudowność istnienia, świętość każdego momentu. Uruchamia się uśpiona u większości mądrość i pamięć ciała, intuicyjne połączenie i poczucie głębokiego, spokojnego szczęścia niezależnego od okoliczności.
Poczucie Jedności ze wszystkim co Istnieje.
A i na starość miło będzie powspominać jak spaliśmy w ciepłe letnie noce na balkonie. Drobiazg niby ale zupełnie zmienia jakość wieczoru. Gwiazdy, ptaki, zasypiające miasteczko, szum drzew…. Miodzio! Spróbujcie dziś. Chyba że będzie burza, to wtedy może jutro?
Ale nie później!