Matka Polka Feministka

Czytam „Matkę feministkę” Agnieszki Graff i z jednej strony wielkie ukłony z mej stroniczki i olśnienia, a z drugiej strony – chwilami kontynuacja wpychania matek w dziurę „no to po ptokach”. Masz dziecko, a nie masz żłóbka, niańki, zaangażowanych rodziców, faceta, pieniędzy, zapomnij o studiach, pracy, życiu, o wszystkim zapomnij. Do tej melodii dodajemy święte oburzenie na państwo które nie wspiera, i w nim oraz degrengoladzie i ciasnocie umysłów paternalistycznego społeczeństwa, wskazuje owego kozła ofiarnego na użytek matek młodych, samotnych, niewykształconych, więc automatycznie już wykluczonych i na skraju biedy. Jest to kozioł do użytku prywatnego nieszczęśnic, w domowym, oczywiście zaciszu, bo prócz szumnych i szlachetnych a jednak niepraktycznych na ten moment rozwiązań systemowych poziomu politycznego i ogólnospołecznego, proponuje się takiej matce niewiele.

A ja z kolei z autopsyi wiem że jeśli kobieta sobie tego patriarchalnego gówna wcisnąć nie da, to się uda. Jeśli się uprze, to się znajdzie sposób, metoda i środki. Bo na Kobietę to nie ma mocnych!

Chcieliby, chcieli. No F****** way! Fotka z fantastycznego bloga Młodej Mamy.

A sekret jest prosty: nie wierzyć w gówno. Ja zdecydowałam nie uwierzyć w to co mi mówili – że zaprzepaściłam swoją przyszłość, kiedy w wieku lat 20 urodziłam syna i zapakowałam w małżeństwo z człowiekiem świetnym lecz jak i ja sama niegotowym na rodzinę. Zginął w wypadku trzy lata później. Nie wierzyłam że jako wdowa z małym dzieckiem nie poradzę sobie na studiach dziennych na drugim końcu Polski, pracując. Poradziłam sobie. Nie wierzyłam że nie dla mnie doktoraty, rozwój i dobre życie.

Wierzyłam żarliwie że chcieć to móc, mimo że wsparcie od państwa dla matek wtedy było zerowe a od rodziców honor brać niczego nie pozwalał. Nikt mi nic nie dał, na wszystko co mieliśmy pracowałam sama, pracowałam ciężko, pracowałam zażarcie i z pieśnią na ustach. Nie wierzyłam w cudze projekcje, strachy na Lachy i inny szajs którym się karmi kobiety, szczególnie te które wybierają drogi rzadziej uczęszczane.

I bardzo dobrze na tym wyszłam. A każde z moich dzieci stało się moją Inspiracją, Sensem, Siłą i prawdziwym Błogosławieństwem. Zawdzięczam im tak wiele…. ❤

A wracając do książki – przekaz spoko, Graff lubię i szanuję jako Kobietę i naukowca, jednak chwilami się nie zgadzam. Pogardliwie ujęta „organizacja życia wokół kolejnych porodów”… A czemu to coś złego? Cel szczytny jak każdy inny. Wychować dzieci na dobrych ludzi o wiele trudniej niż pisać sprawozdania w biurze, i tego dictum mamy Borejko będę bronić do upadłego. Nie żebym uważała że to jest jedyna droga. Ale jestem za wyborem. I jeśli ktoś świadomie wybiera dom, czy na kilka lat, czy na dłużej, i wybiera ogrom pracy opiekuńczo-dydaktyczno-wychowawczej jaka się z tym wiąże, społeczeństwo ma zasrany obowiązek to szanować. Partner ma obowiązek to szanować. Bo to jest realna, nieopłacana praca (tu ma Graff rację), która wbrew pozorom nie wykonuje się z automatu, które kobiecie nie przychodzi naturalnie bo ma ona biologiczno-psychologczne predyspozycje do garów) i mopa, cipka nie służy do tego żeby nią zdalnie włączać pralkę kiedy kobieta jest zajęta gotowaniem obiadu z dzieciorem na ręku, a do czego zgoła innego.

I też pytania… Do czego mam prawo i obowiązek jako kobieta? Jako Matka? Do czego nie? Za co jestem w pełni odpowiedzialna, co mogę olać, a gdzie mam prawo i powinnam otrzymywać wsparcie? A jeśli nie otrzymuję, żądać? To są pytania na które odpowiedzi każda z nas powinna znaleźć sama.

Nie można się oszukiwać że bycie Kobietą i Matką nie niesie za sobą trudności i wielkich zmian. Nawet w najbardziej demokratycznym związku i przy wielopokoleniowemu wsparciu, są okresy w życiu kobiety gdzie dzieci, rodzina, dom, są absolutnie na pierwszym planie, czasem pierwszym i hegemonicznym nolens volens. I wtedy pisze się książki po kątach z dzieciną przy cycu, a winko z mężem do romantycznej sobotniej kolacji, sączy z kubka z zajączkiem żeby dziatwy nie deprawować. Podróżuje się busem po Ukrainie i Polsce, wiedząc że backpacking w Butanie tak czy siak się odbędzie. Co z tego że w 2025 roku…

I co do tego gdzie jesteśmy w Polsce w tej tematyce. Moje Panie, nie jest źle w porównaniu z np. Ekwadorem. W końcu jesteśmy na 20 miejscu w rankingu krajów które są najlepszymi miejscami życia dla kobiet (i pierwszy raz jest to lista na której nie ma ZSRR!

Jest i ciemna strona mocy, krajowe anse i niuanse, jest niezmiernie trudna sytuacja opiekunów osób niepełnosprawnych, ograniczany dostęp do edukacji seksualnej i robienie z „Gender” i „LGBT” ideologii (bzdura!), są kuriozalne pomysły Ordo Juris co do aborcji i niebezpieczeństwo że ideologicznie nasz kraj podryfuje w stronę Republiki Gilead z „Opowieści Podręcznej”. Tak. I nie można nam do tego dopuścić. I wierzę że nie dopuścimy.

Wszysto w Naszych rękach Dziołchy, i nie dajcie sobie wmówić że jest inaczej.

Dodaj komentarz