„Taniec jako forma ekspresji towarzyszył nam od zawsze, nawet przed pojawieniem się języka pisanego. Nasze najwcześniejsze kultury ewoluowały dzięki przekazywaniu historii przez opowieści i performance. Tańce towarzyskie, uroczyste i rytualne są uważane przez antropologów za jeden z istotnych czynników rozwoju wczesnych cywilizacji ludzkich.
Najwcześniejsze odkrycia archeologiczne wskazują na pochodzenie tańca z Indii (ok. 9000 lat!) i Egiptu (5300 lat temu), ale wzmianki o częstszym wlewaniu tańca do współczesnej kultury można znaleźć w starożytnej Grecji, Chinach i Indiach. Wczesne formy taneczne ewoluowały, ostatecznie przekształcając się w różnorodne rzymskie i europejskie tańce średniowieczne, tradycyjne tańce chińskie, Hindi i inne”
Dance Facts
Oprócz słów i obrazów, taniec jest moją ulubioną formą ekspresji, komunikacji, samoobrony.
Nie jestem profesjonalną tancerką, moje osiągnięcia na tym polu zamykają się na zdobyciu zaszczytnego 15 miejsca na 16 na regionalnym konkursie tańca towarzyskiego w Starogardzie Gdańskim w 1996 roku. Partner był niestety gibki niczym piła łańcuchowa i z takąż artystyczną duszą.
Może dlatego że zmuszona byłam odwalać całą robotę i go obtańcowywać niczym Lakota pal na Tańcu Słońca, tak dobrze potem szło mi w pole dance? Tu niestety również pech bo mój start w regionalnych eliminacjach uniemożliwiła na tamten radosny moment 9-milimetrowa Helenka. No i zamiast wypieszczonego i wypracowanego finezyjnego układu od podłogi po sufit na chromowanym cudzie, gdzie aspekty sensualne harmonijnie łączyły się z akrobatycznymi i kulturystycznymi (dziewczyny z pole dance wiedzą o czym mówię😊) musiałam opanować jeszcze bardziej wyrafinowaną sztukę pisania i nauczania tak aby nie zwymiotować niczym dziewczynka z Egzorcysty na klawiaturę oraz studentów. Życie 😊
Ale wróciłam potem do studia i swego domowego X-pole xperta i powiem wam że nic tak nie ratuje duszy jak solidny godzinny trening od niskiego Butterfly po Allegrę przy suficie pod Rammsteina. Dzięki temu przeżyłam sporo fuckupów roku 2012, dramacik 2014 i epickie rozstanie z 2015. Jako tarcza ochronna to połączenie naprawdę ciężkiego fizycznego treningu a’la Pudzian i delikatnego, erotycznego artyzmu, działa bosko.
Tańczę też kiedy się boję. Tu zdecydowanie pierwszeństwo mają skoczne hity disco-polo do których pół godziny wygłupów daje złoty dystans. Tańczę kiedy boli – Refused albo Tori Amos, „Eyes on Fire” Blue Foundation. Tańczę „Lakota War Dance” żeby zebrać siłę jak kiedyś na Pow Wow w Fort Yeats.

Tańcze jak u Świetlickiego:
„I co? I pożar. To bardzo powoli
Marcin Świetlicki „Pogo”
się zaczynało. Najpierw mnóstwo znaków,
zapachów, trzasków, drobnych świateł.
Teraz płonie. Poważnie.
Ogień stawia swoje
stopy ostrożnie.
Ja to sobie tańczę.
Siedząc przed lustrem, zupełnie
nieruchomo, z zamkniętymi oczami,
tańczę to sobie, ja to sobie tańczę.
Wyjąc bezgłośnie, postępując tuż za
ogniem, powoli…
powoli…
Tańczę to
sobie…”
Tańczę ze swoją przeszłością i wszystkim czego nie mogę zapomnieć – a bardzo bym chciała. I tym czego zapomnieć mi nie wolno. Tańczę do Beirutu i Pidżamy Porno, do „Infa 3” i Ray Bany. Tańczę do „Tej ostatniej niedzieli” i „Mil Passos”. Do Lany Del Rey.
Tańczę do garów. Tańczę tango z Ukochanym i z przyjaciółką do „My Słowianie”. Z dzieciakami do „Kaczuszek”. Tańczę kiedy jestem szczęśliwa. I kiedy potrzebny mi na chwilę równoległy wszechświat.
Tańczę ze swoją przyszłością i wszystkim czym Będziemy.




I wreszcie, tańczę ze swoimi demonami – po co z nimi walczyć, skoro można je zaprosić do „Down in Mexico” the Coasters? 😉