Przodownicy …

Dawno dawno temu, kiedy jak głoszą miejskie legendy, ludzie zbierali się fizycznie na naradach, posiedzeniach i spotkaniach, siedziałam czwartą godzinę na Radzie Naukowej Cudowności (której jestem dumnym acz sceptycznym członkiem). Siedziałam w podziwie dla starszych profesorów którym koronawirus niestraszny, i mimo podwyższonego dla nich zagrożenia, zjechali z całej stolycy i okolic pełnić swą powinność, bo pochodzą ze starej dobrej szkoły w której obowiązki i zobowiązania trzeba wypełniać i kropka. Chylę czoła i naprawdę ich uwielbiam. Siedziałam jednak w jakimś buddyjskim ambiencie i poczuciu lekkiej absurdalności oraz niewielkiego znaczenia egzystencjalnego wszystkiego co tam zostało powiedziane, zatwierdzone, i z wielkim nakładem papieru, powietrza i zasobów finansowych, przedsięwzięte. Mimo, że dla naszego małego środowiska, kapłanów administracji i kandydatów dla różnych naukowych stopni, to wszystko było wyjątkowo Ważne.

Kosmiczna skala rozpatrywania zjawisk i makro refleksja, niczemu tu nie umniejsza. To jest ogrom czyjejś pasji, trudu i czyjejś pracy, którą należy szanować. Zawsze.

I tak rozważałam dogłębnie między jednym głosowaniem a drugim – czy wykonuję pracę zgodną ze swoim wewnętrznym głosem, ze swoim „powołaniem”, czy wypełniam właśnie te zadania które tylko ja potrafię wypełnić najlepiej dla największego pożytku świata (a przynajmniej kilku osób wokół). I ten wewnętrzny głosik mój piszczy że tak, ale najlepsze dopiero przede mną, że moja misja jest inna, i że kiedyś przyjdzie Czas. Że mam dalej robić swoje w wolnych chwilach i póki co wykonywać swoje małe zadanka pilnie i z pasją jak dotychczas, bo dzieci mają to do siebie że lubią jeść. A rachunki mają to do siebie, że lubią być opłacane. Obowiązki natomiast mają to do siebie że trzeba je spełniać z szacunku dla danego słowa i innych. Co też z pieśnią na ustach i wdzięcznością czynię. Bo robotę mam fantastyczną 🙂

Pięknie to wyjaśniła Liz Gilbert, dokonując rozróżnienia między pracą – karierą – powołaniem, i hobby. I dla mnie to było olśnienie.

Kiedyś praca stanowiła tak wielką część mojej tożsamości, że nie do pomyślenia było dla mnie nie pracować w weekendy. No jak, leniwa, gnuśna i pełna poczucia winy z przypadkowo wolnej soboty, nadrabiałam wszystko w niedzielę. Pracowałam po nocach żeby w dzień pobyć trochę z dziećmi, pracowałam nad ranem zanim się obudzą. I to było chore, bo po pierwsze pracowałam uczciwie i dużo (zawsze miałam pracę zarobkową żeby utrzymać siebie i dzieci, plus bieżącą pracę związaną ze studiami i swoją osobistą pracę naukową poza tym), a nie pozwalałam sobie na chwilę odpoczynku bo zawsze to co robiłam to było „za mało”. Plus, swoją wartość jako jednostki ludzkiej opierałam tylko na wypełnianiu swoich chorych ambicji i niewykonalnie wyśrubowanych oczekiwań. Kończyło się każdego roku wypaleniem, wyczerpaniem i coraz większą rozpaczą. A obiektywnie wszystko wyglądało o niebo inaczej, w innym wypadku nie miałabym na koncie habilitacji i monstrualnego dorobku naukowego w wieku lat 36. Równocześnie rozumiem jak złudny jest system zewnętrznej walidacji, czyli jednym słowem, „szysko ch***” oprócz tego co Prawdziwe i Ważne. Prawda, spokój, sens i źródło wszelkiego dobra są poza uniwersytecką drabinką.

Wracając do Liz Gilbert, olśnienie moje wynikało z tego iż dokonuje ona wspaniałego w swej prostocie podziału:

1) HOBBY — A hobby is something that you do for pleasure, relaxation, distraction, or mild curiosity. A hobby is something that you do in your spare time. Hobbies can come and go in life — you might try out a hobby for a while, and then move on to something new. Hobbies are important because they remind us that not everything in life has to be about productivity and efficiency and profit and destiny.

Hobby, nie jest obowiązkowe, ale jakże ubogaca życie taki kwiatek do kożucha!

2) JOB — You may not need a hobby, but you do absolutely need a job. Unless you have a trust fund, or just won the lottery, or somebody is completely supporting you financially…you need a job. Actually, I would argue that even if you DO have a trust fund or a winning lottery ticket or a generous patron, you should still have a job. I believe there is great dignity and honor to be found in having a job. A job is how you look after yourself in the world.

I robota, to jest to co każdy człowiek powinien mieć. Szczególnie twórczy, żeby nie oszaleć i mieć za co jeść. I co ważne: „Now, here’s the most essential thing to understand about a job: IT DOESN’T HAVE TO BE AWESOME. Your job can be boring, it can be a drag, it can even be „beneath you”. Jobs don’t need to be soul-fulfilling. Really, they don’t. I’ve had all kinds of weird and lame jobs; it doesn’t matter You don’t need to love your job; you just need to have a job and do it with respect”.

I właśnie wyzwalające dla mnie było zacząć traktować część swojej pracy na uniwerku jako robotę, wykonywaną z szacunkiem i jak zawsze na 120%, ale bez straceńczego, emocjonalnego przywiązania jakie cechowało wczesne stadia mojej naukowej profesji.

Nie dotyczy to oczywiście moich badań terenowych które prowadzę z wielką pasją, szkiełkiem, okiem i całym sercem. Nie dotyczy to zajęć ze studentami, które uwielbiam i zawsze przygotowuję kursy tak żeby John Keating był ze mnie dumny a studenci wynieśli z nich co tylko im prócz wiedzy potrzebne duchowo, moralnie i egzystencjalnie. Staram się jak najwięcej dobra i światła upchnąć w swoją robotę, pomóc jak największej ilości ludzi, zrobić najlepsze co mogę z tym co i gdzie mam. Takim Jimem Channonem z Rembertowa sobie jestem. Why not 🙂

Anyhow, wracając do Liz, krynicy mądrości wszelakiej, o ile robotę mieć trzeba, o tyle karierę – można zbudować ale nie trzeba.

3) CAREER — A career is different from a job. A job is just a task that you do for money, but a career is something that you build over the years with energy, passion, and commitment. You don’t need to love your job, but I hope to heaven that you love your career — or else you’re in the wrong career, and it would be better for you to quit that career and just go find yourself a job, or a different career. Careers are best done with excitement. Careers are huge investments. Careers require ambition, strategy, and hustle. Your career is a relationship with the world. I used to have jobs, but now I have a career. My career is: AUTHOR. That means: Professional Writer. 

Uwielbiam tą babkę! Trafia w sedno. „A career is a good thing to have if you really want one, but YOU DO NOT NEED TO HAVE A CAREER. There is absolutely nothing wrong with going through your entire life having jobs, and enjoying your hobbies, and pursuing your vocation, but never having „a career”.

I nareszcie – powołanie:

4) VOCATION — The word „vocation” comes to us from the Latin verb „vocare” — meaning „to call”. Your vocation is your calling. Your vocation is a summons that comes directly from the universe, and is communicated through the yearnings of your soul. While your career is about a relationship between you and the world; your vocation is about the relationship between you and God. Vocation is a private vow. Your career is dependent upon other people, but your vocation belongs only to you. You can get fired from your career, but you can never get fired from your vocation. Writing was my vocation long before I was lucky enough to get the career of an „author” — and writing will always be my vocation, whether my career as an author keeps working out or not.

No właśnie! I dzięki temu:

„This is why I can approach my career with a certain sense of calm — because I know that, while I obviously care about career, I am not defined by it. When I consider my writing in terms of my career, I have to care what the world thinks about me. But when I consider my writing in terms of my vocation, I TRULY DO NOT GIVE A FUCK WHAT THE WORLD THINKS ABOUT ME. My career is dependent upon others; my vocation is entirely my own”. 

Całość artykułu tu, absolutnie polecam: https://www.facebook.com/GilbertLiz/posts/question-of-the-day-what-are-you-doing-with-your-lifedear-ones-i-get-a-lot-of-qu/948792035202912/.

No i – dzięki swojej pracy poznałam takich wspaniałych ludzi jak Sam i Laurie – którzy stali się przyjaciółmi i niewyczerpanym źródłem inspiracji i dobrego Kierunku.

Resztę odpowiedzi na egzystencjalne rozkminy dotyczące pracy znalazłam u Toma Hodkginsona w „Jak być leniwym” i „Jak być wolnym”. Przykładowy luźny cytat: „Nic dobrego nigdy nie przyszło z nadmiernej pracowitości. Hitler i Stalin byli ludźmi wyjątkowo pracowitymi, ale dla całej ludzkości byłoby lepiej gdyby robili mniej” ;). Ale o tym innym razem.

Póki co, niech się święci 1 Maj! 😉

.

Dodaj komentarz