Oświecenie

I dalej chodzi za mną ten cytat z „Wild”….

“What if I forgave myself? I thought. What if I forgave myself even though I’d done something I shouldn’t have?… What if I was sorry, but if I could go back in time I wouldn’t do anything differently than I had done? … What if yes was the right answer instead of no? What if what made me do all those things everyone thought I shouldn’t have done was what also had got me here? What if I was never redeemed? What if I already was?”

― Cheryl Strayed, Wild: From Lost to Found on the Pacific Crest Trail

Ta podróż w głąb siebie to w sumie czelendż jest…. No bo co jeśli na tej mojej drodze nie znajdę tego czego się spodziewam i co wieszczą wszelkie poradniki self-help? Co jeśli się okaże że te ukryte w głębi skarby to pracowitość, życzliwość światu i wielkie pokłady wyrozumiałości (bo you name it, I have done it), na wskroś optymistyczny pisarski upór, niewyobrażalna rezyliencja i dużo samodyscypliny? I w sumie tyle. Co jeśli mimo tytanicznej, codziennej pracy nad sobą jak uczył Dziadek, nie dojdę do złotej komnaty walorów, wstrząsającego oświecenia, absolutnej egzystencjalnej transformacji i gotowości do porzucenia wszelkich złych nawyków, negatywnego myślenia i zamiłowania do „Here Comes Honey Boo Boo”?

Co jeśli jak teraz modnie – I am ENOUGH the way I am?

Co jeśli jest tylko spokojnie pogodzenie się z własnymi niedoskonałościami, z tym że świat rządzi się absolutnie perfekcyjna teorią chaosu która niestety z naszego krzesełka prezentuje się dosyć słabo, z podwójnym podbródkiem i zupełnym brakiem sensu? Co jeśli po prostu zmienia się optyka i zamiast wstydzić się swoich błędów, ran i traum, człowiek staje się dumny że dokładnie taka przeszłość jest częścią jego Historii? Co jeśli nagle dostrzega się że jest tylko Teraz, że radość z Tej Właśnie Chwili, z gonienia z dziećmi motyla na wycieczce do lasu i dowiedzenia że nazywa się modraszek ikar to Wszystko na co można liczyć. Tylko i aż?

Co jeśli po dotarciu do Swey Duszy, dalej wpieprza się lody czekoladowe do trzeciego tego dnia odcinka „Gilmore Girls”, wstawia winem z przyjaciółką podczas sobotniego babskiego wieczoru gotowania i rozmów od serca, niechcący rani się ludzi których kocha i przejmuje się pierdołami, zapracowuje ponad wszelką przyzwoitość, płacze się po lasach na rajskim urlopie po bardzo ciężkim roku, a za definicję epickiego dnia relaksu uważa się maraton sprzątania chaty z sountrackiem wykładów Sapolskiego albo Vetulaniego czy TED talks, ale częściej„Gypsy Sisters”, „Extreme Cheapskates” czy starych odcinków „Zbuntowanego Anioła” i „Wspaniałego Stulecia”?

Co jeśli Moja Prawda uwzględnia totalne przerażenie i mdlący lęk który towarzyszy mi każdego dnia? Nic klinicznego, ale gdybym pozwoliła, lęk rządziłby większością moich decyzji, moich dni, moich upodobań, lektur, działań, planów i ulubionej marki tamponów. Bo nie mogę się go pozbyć ot tak, jak nie mogę ignorować faktu że jestem Polką. Płynie w moich żyłach odkąd pamiętam, razem z oksytocyną, dopaminą i kortyzolem, integralny, znajomy, koszmarny. Ale wiem jak go okiełznać, jak zatrzaskiwać i przytrzymywać stopą skutecznie tą szafę ze smokiem, jak być odważną mimo tego że uruchamiam całą imaginacyjną armię przy najmniejszym zagrożeniu. Wiem jak być dzielną mimo wszystko, tak odporną na życiowe wjeby jak mało kto. Po prostu robić swoje bez względu na okoliczności zewnętrzne i jeszcze trudniejsze – wewnętrzne.

Co jeśli cała ta podróż do siebie, odnalezienie Esencji i tego pierwiastka boskości w sobie nie będzie skutkowała wcale wielkim pierdylicznym buddyjskim oświeceniem które przekalibruje mnie na młodego charta który wstaje o 4 rano, robi trzy rundki wdechów z Wimem Hofem, bierze zimny prysznic słuchając mantr i po dwugodzinnym maratonie jogi, medytacji i dziennika wdzięczności, wcina kiełki i podejmuje tylko mądre decyzje zachowując pogodę ducha, równowagę wewnętrzną i z ssmańską dyscypliną dbając tylko o pozytywne różowo-pierdzące myśli?

Co jeśli ta podróż wiedzie nie w stronę „Tryumfu Woli” a bardziej „Bridget Jones”? Co jeśli czasem pierdolniesz taką chujową decyzję że nawet diabeł powie „ Dude, WTF?”? Ale to wszystko robisz już z pozycji życzliwej, pełnej miłości wyrozumiałości dla siebie, ludzi i świata? I z pozycji zawsze dobrych intencji?

Może to Wszystko.

Może po prostu tyle – i Aż?

Dodaj komentarz