Milutko

Wiem że milutko czasem mnie czytać. Z resztą to jest właśnie mój cel: rozpalić małe ognisko do którego zapraszam wszystkich bez wyjątku. Nie boję się ani swoich ani obcych. Ogrzejecie serduszka, poczujecie chociaż przez chwilę że nie jesteście sami w tym brutifulnym Wszechświecie. Bo i ja spierdoliłam masę spraw, relacji i rzeczy, oberwałam po łbie i dupie od życia że hej ho, i nauczyłam się jednak nie poddawać, iść w stronę światła częściej niż mroku po taniości.

Milutko jest pisać w dni kiedy poranna kawa z widokiem na Nasz Las i z pietyzmem przygotowywana i odfajkowywana codziennie lista zadań i zakupów jarają mnie bardziej niż „I am Angela”. Dni kiedy codzienne, zwyczajne cuda zachwycają do utraty tchu. Poranne tulki z Dziewczynami, nowy podcast Hubermana, dzban żółciutkich, rubasznych słoneczników, kolejne świetne znaleziska do nowego projektu o ekofeminizmie, zapach pieczonych razem ciasteczek kokosowych, znalezienie nareszcie skutecznej metody na cholerne wołki zbożowe, wygłupy przy stole podczas rodzinnej kolacji, wystarczająco czasu nocą żeby czytać w łóżku Elif Shafak aż mi oczy załzawią.  

Kairos, kairos, kairos….

Milutko jest pisać z pozycji produktywnej i przykładnej obywatelki, pracowitej pszczółki, domowej godessy, Mamy która kocha i dba, pudzianeczki która dzielnie ogarnia dowolny shit jaki happens. Bo tym wszystkim jestem i każdego dnia ciężko pracuję nad tym żeby jednak wybierać Życie.  

Są jednak ludzie którzy w lot zrozumieją o co mi chodzi z tym wybieraniem. Szczególnie mądre, piękne, zaradne i podziwiane przez wszystkich Kobiety „sukcesu”, które spędziły dużą część swojego życia zastawiając się kiedy świat odkryje że tak naprawdę są nikim, że ich istnienie to ostateczna obraza dla Kosmosu. Które każdego koszmarnego dnia katowały swoje umysły, dusze i ciała tak żeby spełniały chore i wyśrubowane przez społeczeństwo i jeszcze ostrzejsze i bardziej popierdolone własne standardy. Należymy do nieco innego gatunku. Kognitywnie, fizycznie, mentalnie, emocjonalnie, duchowo – dlatego rozumiemy się w lot.

Nie ważne jak ciężkie i okrutne jest to co nas spotkało. To albo oraz zarówno, może być przekleństwo na całe życie które nas nieodwracalnie okaleczy jeśli pozwolimy swojej przeszłości wepchnąć się w pełne lęku i ciemności życie w żałosny, bolesny i upodlający sposób, krzywdząc po drodze mnóstwo ludzi….

Albo oraz zarówno, każdy koszmar który nas spotkał i którego narobiłyśmy, może stać się naszym błogosławieństwem, największym darem i prawdziwą Mocą. Dzięki którym świadomie stworzymy życie które dalej, jak to życie, będzie w chuj trudne, wkurwiające, czasem śmiertelnie nudne, wredne i pojebane. Ale dzięki naszemu działaniu to wszystko da się przekuć w sens, światło, dobro, pogodę i szczęście dla siebie i najbliższych – a dzięki ripple effect dla naszego bloku, ulicy, dzielni, gminy, powiatu…. Każdego życia jakiego dotkniemy.

YOUR LEGACY IS EVERY LIFE YOU TOUCH

Maya Angelou

Dlatego nawet jeśli mi to nie leży, nawet jeśli jestem zniechęcona i zmęczona tak że idźcie w pizdu z tym wszystkim, Wybieram Życie.

Kiedyś opowiem wam jak tu doszłam. Juicy stuff więc zapnijcie pasy i zaopatrzcie się na zapas w waleriankę 😛

Dodaj komentarz