Midgard

Ostatnimi czasy żyję w Śródziemiu – kurewsko niewygodnej i bolesnej przestrzeni między tym co Dziejowe, Epokowe i Ważne, a Codziennym Życiem.

Midgard – zangielszczona wersja staronordyckiego Miðgarðr – słowo wywodzące się z języka germańskiego, bedące określeniem używanym do opisania świata zamieszkiwanego przez ludzi. W dosłownym tłumaczeniu oznacza „zamknięty wewnątrz”. Przez wieki słowo to podlegało transformacjom językowym i np. w dzisiejszym języku angielskim ma postać Middle-earth (śródziemie).

I cóż tam panie między niebem a piekłem w grudniu 2022? Z jednej strony dziesiąty miesiąc wojny, tysiące cywilnych ofiar, kobiet, dzieci – ludobójstwo które na naszych oczach beztrosko odbywa się kilkaset kilometrów stąd. A po naszej stronie granicy swojska codzienność: horrendalne ceny na masło i kłótnie polityków o to kto głupszy, słaba gra Lewego na Mundialu i powrót mody na dzwony. Adwentowe przygotowania i porządki, ciemne poranki rozjaśniane hektolitrami yerba mate z miodem (parzę patriotycznie w słoiku bo mi szkoda hajsu na te wymyślne akcesoria), dom, dzieciaki, kot, praca – ogrom zadań, projektów i priorytecików. Szoł mast goł on.

Z jednej strony obezwładniający niepokój o moich ludzi Tam, niebezpiecznie blisko niestabilnego jądra ciemności, z drugiej konieczność dbania o dobry stan sanitariatów w domku. Z jednej strony postępująca ukraińska zima i ruski plan zniszczenia tylu ludzi ilu się da przez odcięcie prądu, ogrzewania i wody, dzieci siedzące tygodniami w bunkrach (i to jest ta lepsza opcja), z drugiej – radość z pierwszego śniegu. Przecież Ten Kto Stworzył Śnieg, nie może być zły. Ku naszej radości co roku zsyła ten cud, tryliardy mistrzowsko wycyzelowanych precjozów, obietnicę ciszy, piękna i nowej nadziei. Mógłby się nie wysilać, jebnąć parę grud z nieba, mata i się cieszta. A jednak. A jednak….   

W ramach autoterapii, kiedy tylko mogę chodzę po naszym lesie i obmyślam wszechświat (wydanie drugie, wydanie drugie poprawione, idiotom na śmiech, melancholikom na płacz, łysym na grzebień, psom na buty – dziękuję Wisiu). Las jest nieopodal poligonu, więc średnio co drugi dzień kiedy chłopcy szykują się do obrony ojczyzny głośnym czynem militarnym, moja pokiereszowana duszyczka dziwuję się temu paradoksowi i podśpiewuję kawałki Pidżamy Porno.

„Siedzę daleko od siebie

Nawet opuścił mnie mój cień

I nic nie dzieje się w głowie mej

W głowie mej, chory bałagan

Nic się nie zgadza – żadna kurwa i żadna mać”

(Pidżama Porno, Goszka).

To co dziejowe pożera mnie równie ochoczo jak codzienne troski, lęki, kochane kłopoty i radości. Jak niepewność, zawód i zrozumienie że w moim małym wszechświecie kończy się pewna epoka i że w końcu trzeba będzie wziąć byka za jaja i zrobić z tym wszystkim porządek. Że czasem trzeba złamać swoje własne serce.

W mitologii nordyckiej Midgard oznacza jeden z dziewięciu światów, krainę między piekłem a niebem zamieszkaną przez ludzi, wewnątrz starożytnego Drzewa Świata Yggdrasil. Znajduje się ona na środku nieprzebytego oceanu, w którym żyje olbrzymi wąż morski Jormungand. Potwór ten jest tak wielki, że jego zwoje otaczają cały świat, a on pożera swój własny ogon.

I ja pożeram swój własny ogon. Czy mam prawo do mojego prywatnego szczęścia i nieszczęścia kiedy wiem że moi ludzie są w sytuacji kurewsko granicznej gdzie priorytety są jasne i proste: 1. Przeżyć 2. Przeżyć 3. Ocalić? Co wypada mi czuć w takiej sytuacji? Co wolno mi czuć?  

De-ja-fucking-vu. Nigdy nie wolno mi było czuć niczego co dla otoczenia jest niewygodne, żenujące, za głośne, za głębokie, zbyt przerażające.

Nieokiełznana radość życia. Kipiąca złość. Zwierzęcy strach. Palące pożądanie. Wilczy głód. Dzikość. Gorzki zawód. Czarna rozpacz. Niewysłowiony ból. Nawet kiedy miałam 23 lata i zginął mój 26-letni mąż, następnego dnia usłyszałam – no, trzeba żyć dalej.

Jakie dalej? Przez pół roku nie było żadnego dalej, była żałosna maska dzielnej małej żołniereczki która trzymała fason, uśmiechała się kiedy trzeba, robiła synkowi śniadania i czytała bajki do snu, cięzko pracowała, osiągała, spełniała, dbała, ła ła ła. I codziennie rozpadała się na miliony koszmarnych iskrzących bólem i lękiem kawałeczków kiedy tylko synek spokojnie zasnął i nareszcie można było poluzować wysadzany gwoździami gorsecik. A tam obrzydliwe, otwarte złamanie i jątrzące się rany zalewane najlichszym z klejów żeby jakoś iść dalej. I broń bozicku nie sprawić dyskomfortu bliższym i dalszym krewnym i znajomym Królika.

Staram się z całych sił żeby moje Dzieci mogły inaczej. Żeby ufały sobie i uznawały swój wewnętrzny wszechświat za Ważny. Odruchowa reakcja kochającego rodzica kiedy dziecina się uderzy w kolanko, wydrze pałencję o pierdołę, rozpłacze bo siostra zabrała jej kadłubik lalki uwalony dżemem: „Och, nic się nie stało”, „Wszystko jest dobrze, nic nie boli”, „Przecież to nie ma znaczenia, o zobacz, kotek”. Mamy dobre intencje, chcemy przecież oszczędzić dzieciom bólu. A w ten sposób mówimy im że to co czują to nieprawda. Umniejszamy ich doświadczenie które w tamtym momencie jest nie tylko realne ale i obezwładniające. Uczymy je żeby nie ufały sobie. Podajemy pręt po pręciku dobrych intencji do zbudowania kolejnej emocjonalnej klatki. Fajnie gdyby to nie były pręty pod napięciem albo inkrustowane szkłem bądź żyletkami.

Moje były.  

Tym niemniej, czterdzieści lat później jak prawi Maya Angelou, I know better, I do better. To Moje Pieprzone Uniwersum, moje doświadczenia, moje serce, moja energia, moje małe, żałosne i święte zarazem, Życie. Beze mnie nie istnieją, jest kilku świadków ale ich zeznania będą wyjątkowo niespójne.   

Nie zakończę tej jebanej wojny, bez względu na to jak pęka mi serce, bez względu na to ile nie staram się pomóc wszystkim stamtąd którym jestem w stanie – naukowo, duchowo, materialnie, emocjonalnie. To co ode mnie zależy, będzie dobre. Mogę się modlić i ubrać dziś z dziećmi choinkę.  

I mimo że są spore szanse że mój świat rozpadnie się niebawem na kawałki jak to łon miewa w zwyczaju, planuję że ludzka cywilizacja jednak trochę przetrwa. Trzeba więc kończyć tą książkę o embodimencie. Muszę zabrać Helik do okulisty a kota do wetka. Zagnieść ciasto na piernik, trzy tygodnie dojrzewana do świąt to i tak lichutko.  Za tydzień koncert Pidżamy Porno, trzeba mi trochę treningu bo minęło jakieś 20 lat od mojego ostatniego solidnego pogo i jest ryzyko że jeśli nie Grabaż, to ja se zwichnę biodro.

Jak mówią legendy, Midgard zostanie zniszczony, kiedy nadejdzie Ragnarök, ostateczna bitwa rozstrzygająca losy świata. Wówczas to Jormungand wyłoni się z wody zatruwając swym jadem całą ziemię i wszystkie morza. Koniec świata przyniesie także niemal całkowite zniszczenie wszelkiego życia, a Midgard pogrąży się w odmętach nieskończonego oceanu.

Ale do tego jeszcze daleko. Póki co – choinka.

Dodaj komentarz